środa, 5 kwietnia 2017

SAMOLOT



Znalezione obrazy dla zapytania B737-800. ZDJĘCIA

Ogłoszenie decyzji o zakupie samolotów dla VIP-ów spotkało się z ostrą
krytyką polityków Platformy,szczególnie byłego szefa MON Siemoniaka.

Od lat,każdy kolejny rząd miał zamiar,którego nie zrealizował zakupić
odpowiednie samoloty aby wreszcie wyjść z tej zapaści braku floty powietrznej
na jakim takim poziomie.Niestety wszystkie deklaracje z różnych względów
"brały w łeb".Anty-rosyjsko nastawieni politycy prawicy latali radzieckimi
Tupolewami aż do czasu "zamachu" smoleńskiego.
Wypadek ten spowodował,że przedstawiciele najwyższych władz musieli
podróżować samolotami liniowymi bądź czarterować samoloty którymi
np.mogliby polecieć do Ameryki,celem "robienia laski".
Po tym zamachu była szansa na zakup samolotów przez rząd PO,bez obaw
o "spadające słupki sondażowe".Niestety nie wykorzystano tej szansy.
Były minister obrony i  przyszły minister,na razie tylko w gabinecie cieni PO
Siemoniak krytykuje rząd za niezgodne z prawem działanie w sprawie
zakupu samolotów Boeinga 737.Ponieważ przepychanka w tej sprawie trwa,
trudno dziś jednoznacznie stwierdzić czy obecne władze MON złamały
prawo,kupując,podobno " z wolnej reki" w/w samoloty.

Chciałbym ministrowi Siemoniakowi nieco odświeżyć pamięć.
W czerwcu 2010 r. MON bez przetargu wybrało do przewozu VIP
samoloty Embraer 175.Szefem był wtedy jego partyjny kolega,
psychiatra Klich.Początkowo umowa miała obowiązywać 3,5 roku
ale obowiązuje nadal.Koszt 1 roku wraz z malowaniem i przystosowaniem
dla VIP 50 mln.Kolejne lata 35 ml -rocznie.Ten interes Klicha
kosztuje polskiego podatnika grubo ponad 200 ml.
Za tą kasę można było kupić 2 nowe samoloty tego typu.
Dodatkowym mankamentem  tego "interesu"jest to ,że to samoloty
o zasięgu zaledwie 3,300 km a nawet z międzylądowaniem do Ameryki
nie dolecą bo nie maja odpowiednich certyfikatów.
Taki głupi biznes robiliście w Platformie Oszustów,nie mając odwagi
na podjecie decyzja o zakupie samolotów dla VIP-ów , ponieważ obawiano się,
że  to się nie spodoba wyborcom.
Nie spodobała się "ciepła woda" i dostaliście lanie od PiS.

Gdyby nie bieżące interesy partyjne,ta decyzja przeszłaby bez echa.
Samoloty są koniecznie potrzebne bo to "obciach" ,że takie duże
państwo nie ma flotylli powietrznej dla VIP-ów.
A Platformie radzę,aby zostawiło sobie co nieco amunicji na kampanię
wyborczą,jak się teraz wystrzelają to potem znów PiS ich może rozstrzelać
i czekają nas kolejne 4 lata #dobrej zmiany#.

                                 http://www.liiil.pl/promujnotke


wtorek, 4 kwietnia 2017

WOLNE DNI


Znalezione obrazy dla zapytania memy 500+M+


Rząd PiS bierze sobie do serca dyrektywy płynące ze stolicy Belgii-Brukseli.
Ponieważ to "ludzkie pany" w przeciwieństwie do nieludzkich chamów
wszystkie działania rządu skierowane są na poprawę bytu społeczeństwa.
Przykład "500+" już daje efekty,Polki rodzą więcej dzieci chociaż ten
eksperyment jest zbyt kosztowny.W Islandii również wystąpił "baby boom"
bez tak wysokich nakładów finansowych jak w Polsce.Wystarczyło wygrać
mecz piłkarski z Anglią i nastąpił wysyp małych Islandczyków.

Kolejny pomysł PiS to zwiększenie dni wolnych od pracy.
W tym roku oprócz 108 wolnych sobót i niedziel mamy dodatkowo 13 dni
wolnych od pracy z okazji różnorakich świąt.Zarówno państwowych jak
i kościelnych.To mało jak na tak duży kraj jak Polska.
Malutka Belgia z której PiS czerpie natchnienie w tej sprawie ma ...24 dni
wolne od pracy,nawet bratanki z Węgier maja więcej od nas bo aż 18 dni.

Okazji do świętowania jest mnóstwo,Grupa posłów, miedzy innymi
z .Nowoczesnej,co mnie zaskoczyło, pragnie ustanowienie nowego
święta państwowego które ma przypadać na dzień 14 kwietnia będzie to
"Święto Chrztu Polski".

Jest jeszcze jedna cicha propozycja o której mówi poseł Suski.
"To jest do rozważenia, żeby 10 kwietnia zrobić dniem wolnym od pracy.
Trzeba godnie obchodzić ten dzień. Ale wiem też, że atakowano by nas
za ten pomysł" .
Ależ skąd ,ludziom należy się odpoczynek.
Dodam jeszcze od siebie,jedną propozycje święta państwowego,
rocznica pogrzeby pary prezydenckiej też w kwietniu, 18.
I tym sposobem co 4 dni kwietniowe mamy święto.
13 obecnych świąt + 3 nowe to zaledwie 16,nawet Węgrów nie dogonimy,
myślę,że czytelnicy powinni składać kolejne propozycje dni świątecznych
na ręce premier B.Szydło.

Niech się święci 1 Maja!!!

                                           http://www.liiil.pl/promujnotke

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

MOCARSTWO

George Friedman
George Friedman

Polska regionalnym mocarstwem? George Friedman: nie popełnijcie jednego błędu


Kamil Turecki
Redaktor Onet Wiadomości wywiad z G,Friedmanem

- Polacy, myślcie o sobie. Nikt o was nie zatroszczy się bardziej niż wy sami. Historia jest najlepszym tego dowodem – apeluje George Friedman w rozmowie z Onetem. Założyciel think-tanku Geopolitical Futures jest zwolennikiem koncepcji Międzymorza. Na czele koalicji miałaby stać Polska. – Będziecie regionalnym mocarstwem. Nie popełnijcie jednak jednego błędu z przeszłości - dodaje.

*

Europa nie jest w kryzysie, sama jest kryzysem, a europejscy politycy wciąż brną w ślepą uliczkę – uważa Friedman. Powodem jest brak konsensusu, wspólnej wizji przyszłości i rozbieżność interesów
Futurolog przekonuje, że w 2045 roku Polska będzie regionalnym mocarstwem i liderem koalicji państw realizujących koncepcję Józefa Piłsudskiego, czyli Międzymorza
Według Friedmana Polska powinna rozbudowywać sieć wpływów na Wschodzie. Osłabiona wiarygodność państw Zachodu może być szansą dla Polski na polepszenie swojej pozycji na arenie międzynarodowej
*

Kamil Turecki: Europejskie elity polityczne żyją w iluzji?

George Friedman: Europa przeprowadziła ważne eksperymenty. Muszą one być natychmiast skorygowane. Myślę, że politycy wciąż nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że zmiany muszą niezwłocznie wejść w życie.

Mam wrażenie, że czasu jest coraz mniej. Z roku na rok zamachów terrorystycznych jest coraz więcej, a odpowiedzi na pytanie, co robić dalej, po prostu nie ma. Dość przerażające.

Terroryzm wcale nie sprawił, że kontynent nagle stał się punktem zapalnym. Jeśli pomyślimy, czym tak naprawdę jest "punkt zapalny" w Europie, to należałoby odpowiedzieć, że jest to Europa sama w sobie. To, w jaki sposób podejmuje decyzje, a podejmuje je za wolno, ale i zbyt pochopnie.

Mówimy o kryzysie europejskiej psychiki?

Bardziej o kryzysie instytucji. Kiedy tworzyły się Unia Europejska i NATO, organizacje te zbudowano w oparciu o konsensus. Zakładano, że nie będzie konieczności podejmowania nagłych i gwałtownych decyzji. Dziś podejmuje się takie, których nie da się wcielić życie, albo takie, które po prostu nie działają, a europejscy politycy wciąż brną w ślepą uliczkę. Istotą problemu jest to, że Europa jest tak różnorodna, a żywotne interesy poszczególnych krajów są czasem skrajnie różne, a przecież chodziło o wzajemne zrozumienie. Nawet jeśli w którymś momencie rządy mają wspólną wizję, niekoniecznie idzie to w parze z myśleniem społeczeństw.

Była np. wspólna wizja jednej armii Unii Europejskiej. Pomysł w zasadzie szybko upadł. Kiedy myślimy o odbudowie armii, trzeba o tym dywagować w kontekście europejskich krajów, ale NATO. Tyle że przecież nikt nikogo nie zmusi do tego, żeby podniósł nakłady na zbrojenia do dwóch proc. PKB. Inna sprawa, że np. dwa proc. PKB Polski nie są równe dwóm proc. PKB Niemiec czy Francji…

To normalne.

Tyle że NATO zdaje się tego nie rozumieć. Założenie jak najbardziej słuszne, ale z wykonaniem jest problem – problem, który powinien być zauważony już przy samym procesie decyzyjnym.

Powiem inaczej. Po II wojnie światowej było jasne, że np. Niemcy nie będą miały takiego samego wkładu w budowę NATO jak Stany Zjednoczone, ale teraz produkt krajowy brutto całej Unii Europejskiej jest równy PKB USA. Polska przekazuje te dwa proc. Wydaje mi się, że tu nie chodzi o konkretne sumy. 2 proc. to umowa-symbol. Chodzi o gest, że Stany Zjednoczone nie są same; że nie są osamotnione w rozwijaniu Sojuszu.




Jak przekonać do tego inne kraje?

Szczerze mówiąc, nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle się da.

Nie ma takiego prawa, które by do tego zmusiło.

Spójrzmy na to w ten sposób – każdy kraj jest suwerenny i podejmuje własne decyzje. Każdy patrzy z perspektywy własnego podwórka. Polska ze swojej pozycji, Portugalia też ma swój własny punkt widzenia i tak dalej. Jest jeszcze jedna sprawa.

Jaka?

Polacy od zawsze myślą, że znajdują się w niebezpieczeństwie.

Owszem, jest to w pewnym sensie zakorzenione w podświadomości przynajmniej części naszego społeczeństwa. Historia nam to nakazuje. Już nie chodzi tutaj o sam XX wiek. Patrząc na setki lat wstecz, zawsze byliśmy niewygodni.

Zdajecie sobie sprawę z niebezpieczeństw, ale nie jesteście w stanie przezwyciężyć myślenia, że nie jesteście w stanie nic z tym zrobić.

Za bardzo polegamy na sojusznikach.

Macie niestety poczucie, że jesteście małym, nic nieznaczącym państewkiem, które nie jest w stanie się samo obronić. Polska jest rosnącą potęgą. Macie zaufanych przyjaciół, jakimi są np. Stany Zjednoczone. Nie popełniajcie jednak błędu z 1938 roku, kiedy twierdziliście, że nie ma pośpiechu w konstruowaniu armii, bo Francuzi wam pomogą. Nawet teraz zanim w przypadku ewentualnego konfliktu przyszłaby pomoc, minęłyby miesiące.

Umiesz liczyć, licz na siebie.

Na samym początku tak. Minie sporo czasu zanim wojska sojusznicze pojawiłyby się w Polsce w razie nagłej inwazji.

Jak rysuje się przyszłość NATO, w szczególności wobec zapowiedzi Donalda Trumpa o konieczności rewizji jego finansowania?

Myślę, że nie należy tutaj przeceniać roli Trumpa. On nie definiuje amerykańskiej polityki, ponieważ, żeby być skutecznym graczem potrzeba zgody Kongresu i sądów. Skoro to Republikanie odmówili poparcia w kwestii odrzucenia Obamacare i zastąpienia jej nową formą, o czym w trakcie kampanii często mówił prezydent, to znaczy, że pozycja Trumpa wcale nie jest taka mocna. Zatem problemem nie jest to, co Stany Zjednoczone zrobią dla NATO, ale co zamierza w tym kontekście Europa. I nie – tu nie chodzi o kolejne spotkania, ale faktyczną siłę. Siłę, której Europa teraz nie ma. Czym jest siła? To myśliwce, okręty, itd. Krótko mówiąc – wojsko. Drodzy Polacy, przestańcie myśleć, że kogokolwiek trzeba przekonywać do tego, żeby zwiększyli swoje nakłady na zbrojenia. Myślcie o sobie. Nikt o was nie zatroszczy się bardziej niż wy sami. Historia jest najlepszym tego dowodem.

W 2045 roku minie 100 lat od zakończenia II wojny światowej. Jaka będzie wtedy Polska?

Będzie jednym z liderów Europy. Staniecie realnie na czele koalicji państw Europy Środkowo-Wschodniej, która będzie powstrzymywać Rosję. Polska mocarstwem regionalnym. To już dzieje.

Mówimy tu o potędze polityczno-ekonomicznej.

Żeby być ekonomiczną potęgą, trzeba mieć do tego zasoby – możliwości obronne, które będą w stanie nas ochronić. Teraz Europa tego nie ma. Chodzi o wpływy, sojusze.

Paradoksalnie, uspokoił mnie pan. Mimo wszystko.

Dlaczego?

Bo w jednym z wywiadów mówił pan nawet o zmianach terytorialnych.

Omawiając tę kwestię, należy brać pod uwagę środowisko, w którym żyjemy. Żyjemy w okresie zmierzchu Rosji, niepokojów w tym kraju, chociażby z powodu niskich cen ropy za baryłkę. Nie chodzi o okupację nowych terenów, ale budowę wpływów. Polska powinna kierować się na Wschód.

To śliski grunt. Wywołujemy demony przeszłości. Budowanie wpływów we Lwowie czy Mińsku. Ktoś inny mógłby to samo robić w przypadku Gdańska czy Wrocławia w Polsce. To niebezpieczne.

To śliski grunt, jeśli nie nosisz butów, dlatego to jasne, że trzeba się kontrolować. Zagarnięcie danego terenu oznacza odpowiedzialność za nowy obszar – za rozwój i za ludzi. To w ogóle nie wchodzi w grę, także ze względu na koszty. Chodzi o budowanie wpływów.

Czyli konkretnie?

Polska może realnie myśleć o Międzymorzu – koncepcji strefy wpływów od Bałtyku aż po Morze Czarne. To koncepcja marszałka Józefa Piłsudskiego. Postulował on doprowadzenie do sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej - obszaru między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. Moim zdaniem ta linia musi być podtrzymana. To Polska, Słowacja, Węgry, Rumunia i Bułgaria. To nie koalicja chętnych, ale przymierze zdolności i możliwości.

Co będzie największym zagrożeniem dla Polski?

Po pierwsze, Rosja. Głównym problemem będzie zdefiniowanie relacji z nią. Po drugie, Polska za bardzo uzależniona jest od Niemiec. Za dużo produktów eksportujecie, dlatego w waszym interesie leży dywersyfikacja eksportu.

Wydaje się wątpliwe, by te dwie kwestie plus koncepcja Międzymorza wystarczyły.

Znajdując się między silniejszymi Rosją i Niemcami, Polska będzie miała szansę urosnąć na znaczeniu dzięki zasadzie "dwóch pięćdziesiątek", czyli niemieckiemu eksportowi odpowiadającemu za 50 proc. PKB w RFN oraz 50 dolarów za baryłkę ropy. Spadek wartości eksportu, którego chiński rynek zbytu nie będzie mógł obsłużyć, będzie miał katastrofalne skutki dla niemieckiej gospodarki. W dłuższej perspektywie doprowadzi to do spadku pozycji Niemiec. Na takiej samej zasadzie zbyt niska cena ropy, w tym wypadku 50 dolarów za baryłkę. To bardzo osłabi rosyjską gospodarkę bazującą na eksporcie zasobów energetycznych. W tym wypadku Polska wzmocni swoją pozycję, jeżeli będzie potrafiła zamanifestować swoją wartościowość jako wiarygodny partner Stanów Zjednoczonych, w kontekście osłabionej wiarygodności państw zachodu Europy. Wasz kraj może być liderem myślenia o przyszłym kształcie integracji europejskiej skupionej przede wszystkim na uwzględnianiu i realizowaniu interesów i celów państw członkowskich.

                                              http://www.liiil.pl/promujnotke