Prezydent Trump wpadł na pomysł,polityczno biznesowy.Powołanie Rady Pokoju i wpłata 1 miliarda dolarów na rzecz tej prganizacji.Część państw jest za ale na dzień dzisiejszy wiekszość jest przeciw. Szczególnie państwa europejskie które ,delikatnie mówiąc,nie lubia Trumpa. Problemem dla nich jest również zaproszenie do tego gremium Putina i Łukaszenki bo to zbrodniarze.Zaproszenie premiera Izraela Netanjahu uważanego za jeszcze większego zbrodniarza raczej problemem nie jest.
Polski rząd przestrzegający jak nikt inny prawa zawartego w Konstytucji, wpisem premiera którego nikt nigdy nie ograł stwierdza:"Przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej wymaga zgody Rady Ministrów i ratyfikacji przez Sejm.Rząd kierować się będzie wyłącznie interesem i bezpieczeństwem państwa polskiego.I nikomu nie damy się rozegrać".Takie stanowisko ucieszyło prezydenta Nawrockiego który jeszcze bardziej nie lubi Putina niż Tusk prezydenta Trumpa.
Leszek Miller zamiast z wiekiem wpadać w demencje jak inni jego rówieśnicy, staje się coraz mądrzejszy w diagnozowaniu wielu sytuacji w polityce wewnętrznej i zagranicznej naszego państwa. Oto jego stosunek do obecności Polski w Radzie Pokoju.
W polskiej polityce co jakiś czas pojawia się nowa instytucja ustrojowa. Nie ma jej w konstytucji, nie przewija się w orzecznictwie Trybunału, nie bywała przedmiotem sporów kompetencyjnych przez ostatnie trzy dekady. A jednak nagle – jest. Zjawia się punktualnie wtedy, gdy jest potrzebna. Nazywa się: zgoda rządu. Premier ogłosił ostatnio, że gdyby prezydent Nawrocki chciał wstąpić do Rady Pokoju prezydenta Trumpa, rząd musiałby wyrazić na to zgodę. Wypowiedź brzmi poważnie, niemal konstytucyjnie. Szkopuł w tym, że w historii III RP nikt nigdy takiej zgody nie wyrażał – i nikt jej nie oczekiwał. Polscy politycy przez lata należeli do rozmaitych międzynarodowych forów, komisji, grup refleksyjnych i klubów dyskusyjnych. Spotykali się za zamkniętymi drzwiami, debatowali o świecie, gospodarce, wojnach i pokoju. Jedni wracali z notatkami, inni z wizytówkami, jeszcze inni tylko z przekonaniem, że „byli tam, gdzie trzeba”. I jakoś nikt nie biegł wcześniej po pieczątkę z Kancelarii Premiera. Nie było uchwał Rady Ministrów, nie było zgód, nie było debat sejmowych. Była cisza – bo wszyscy rozumieli różnicę między reprezentowaniem państwa, a uczestnictwem w prywatnym lub eksperckim forum. Ta różnica nagle zniknęła. Albo raczej: została zlikwidowana na potrzeby bieżącej walki politycznej. Państwo poważne nie tworzy reguł pod konkretnego człowieka. Państwo poważne wie, że konstytucja to nie zestaw suwaków, które można przesuwać w zależności od potrzeb. Państwo poważne zdaje sobie sprawę, że jeśli zgoda rządu obowiązuje wtedy, gdy ktoś nam się nie podoba, to nie jest to ani prawo, ani konstytucja. I niestety nie jest to państwo poważne.Podzielem pogląd Lerszka Millera w tej sprawie .
https://www.liiil.eu/promujnotke
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jak opublikować komentarz?
Jeśli nie masz KONTA GOOGLE, to można wybrać:
- NAZWA /ADRES URL - w okienku NAZWA wpisać nick i w okienku ADRES wkopiować adres swojego bloga.
- ANONIMOWY - w tej opcji proszę podpisać się w komentarzu.